Cyberwojna

W maju serwis The Pirate Bay zapowiedział, że wojna o Internet dopiero się zaczyna. Natychmiast doniósł o tym Michał Chudziński na łamach Dziennika Internautów. A rozchodziło się wtedy o światły pomysł utworzenia „wirtualnej granicy Schengen”. Ten potwór, który nosi nazwę „globalna walka z piractwem” ma jednak wiele odnóży. Dzisiejszą sytuację podsumowuje Marcin Maj, również na łamach Dziennika Internautów, w artykule zatytułowanym „2011 to był rok ACTA i SOPA, czyli zarazy prawnej ciąg dalszy”.

W grudniu Rada Unii Europejskiej, po latach negocjacji przeważnie objętych tajemnicą, przyjęła międzynarodowe porozumienie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Na temat szczegółów porozumienia, korzyściach i zagrożeniach płynących z wprowadzenia go w życie nie będę się może rozpisywać, gdyż temat był już wałkowany na wszystkie możliwe sposoby. Zainteresowanych odsyłam do artykułu Marcina Maja „ACTA – co trzeba wiedzieć o antypirackim pakcie”. Ciekawi jednak fakt, że podobno Unia, w tym również Polska, ma podpisać ACTA już na początku 2012 roku, a cisza jaka panuje wokół całej sprawy jest co najmniej dziwna. Nikomu jakoś się nie spieszy z wyjaśnieniami, co tak naprawdę będzie oznaczać podpisanie porozumienia, a internautom pozostaje życie w ciągłym niepokoju.

Tymczasem za oceanem ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem SOPA (Stop Online Piracy Act). W grę wchodzi sformalizowanie przejmowania domen stron naruszających prawa autorskie, cenzura wyszukiwarek oraz karanie dostawców reklam i płatności internetowych współpracujących z serwisami naruszającymi prawa autorskie. Powstać ma czarna lista stron, nie tylko amerykańskich, ale też zagranicznych, do których obywatele USA nie będą mieli w efekcie dostępu.

Wszelkie tego typu inicjatywy prowadzą, nie umiem określić tego inaczej, do ocenzurowania Internetu. Nic więc dziwnego, iż mają tylu zagorzałych przeciwników, począwszy od światowych gigantów, jak: Google, Facebook, eBay czy Mozilla, poprzez rozmaite organizacje ochrony praw człowieka i wolności mediów, na zwykłych użytkownikach sieci skończywszy, którzy najwyraźniej nie życzą sobie, by z Zachodu zrobiono drugie Chiny. Swój sprzeciw wyrażają więc na przykład na stronie Stop ACTA!, czy też na filmiku zatytułowanym „SOPA Cabana”.

Tak, tak, piractwo jest złe. Piraci okradają twórców i za to powinni dostać po łapkach. Jest tylko jeden problem – moim skromnym zdaniem zbyt wiele wysiłku wkłada się w wyszukiwanie rozwiązań, które być może ugodzą w piratów, ale przy okazji dostanie się też wielu zwyczajnym i całkiem niewinnym ludziom. Dlaczego władze nie skupią się na walce z prawdziwymi piratami, którzy za udostępnianie nielegalnych plików pobierają pieniądze? Dlaczego zamiast tego wolą zamykać Napisy.org (portalu udostępniającego nieodpłatnie wyłącznie tłumaczenia własne) i udawać, że jest to wielki sukces w walce z piractwem?

Pragnę na zakończenie nieśmiało zauważyć, iż krytyka poszczególnych projektów ustaw i porozumień antypirackich nie musi mieć nic wspólnego z tym, czy samemu jest się piratem czy nie.